Z Roadtripów zostało wzruszenie ramion

Jestem naiwniakiem. Łudzę się, że zdołam żyć zgodnie z tym co kocham, na przykład, że z Roadtripów zrobię sobie sposób na życie. Że zamiast narzekać na kolejny poniedziałek, będę sobie jeździł po świecie i to dokumentował. Taki ze mnie naiwniak. Łudzący się, że pisząc to co piszę, robiąc Roadtrippingi przekonam kogoś do wartości tego czego nie da się zmierzyć cyferkami, do ucieczki od rutyny i szukania przeżyć. Trudna misja w czasach kiedy wszystko jest przeliczane na cyferki, a rutyna oznacza komfort do którego każdy, świadomie lub mniej, dąży.

Ale niedawno coś się ruszyło. Pojawiła się propozycja na jaką po cichu liczyłem. Włoski producent ubrań a’la Rapha – La Passione zaprosił mnie i Piotra Trybalskiego do siebie, do Włoch. Na 10 dni sierpnia i 10 dni września. Dolomity, Stelvio, Bormio, Lago di Como. Wymarzone miejsca po których mielibyśmy sobie jeździć z kamperem i robić to co robić potrafimy najlepiej. Pozostało tylko znaleźć dwóch kolarzy żeby uzupełnić ekipę. Dwóch zawodników którzy tylko musieliby z nami jeździć po tych cudownych szoskach, popijać kawkę i piwka na wspaniałych szczytach. I nie martwić się o nic.

Misja z pozoru banalna. Każdy by przecież chciał pojechać. Teoretycznie. Bo kiedy przychodzi co do czego, kiedy pojawia się konkretny termin, to razem z nim pojawiają się wątpliwości. Przeleciałem całą moją listę znajomych na fejsie, na telefonie, przeczesałem zakamarki pamięci. Nic z tego. Wyścigi, kredyty, etaty, egzaminy, kariery, komfort. Dwa tygodnie wysłuchiwania jojczenia o kasie, przyszłości i spaczonych priorytetach.

Wiadomo, życie to poważna sprawa, nie ma miejsca na ryzyko rzucenia wszystkiego w cholerę, nawet na 10 dni. O ile łatwiej po prostu wzruszyć ramionami i się wycofać. Następnym razem. Przy którym, z takich schematem myślenia, historia się powtórzy.

Po dwóch tygodniach jednak kogoś znalazłem. Ostatni bastion ludzi którzy chcą czegoś od życia, uodpornionych na tę chorobę cywilizacyjną, na kierowanie się w życiu strachem przed przyszłością.

Z radością napisałem do Włochów, że ciao! skompletowałem ekipę! możemy wpadać!

Dostałem tylko krótką odpowiedź, że się spóźniłem, że teraz to już nam dziękują. W skrócie żebym się wypchał.

No dobrze, wypycham się. Zostaję w domu. Będę sobie czekał na przyszłość. W której będę czekał na przyszłość. Jak na przykładnego obywatela przystało. Dołączam do szeregu wzruszających ramionami. Ah! Życie stało się łatwiejsze.