Jak spędzić zimę w Hiszpanii zarabiając tyle co nic

Wiedziałem tylko dwie rzeczy. Że nie chcę spędzać zimy w Warszawie, i że nie chcę po raz kolejny jechać do Calpe. No bo, serio, ile można jeździć po tych samych szosach, skoro wciąż jest tyle nieodkrytych.

Miałem najpierw dojechać z kumplem do Girony żeby potem obserwować co się dalej wydarzy, ale kiedy coś mu wypadło, buknąłem sobie szybko lot do Malagi na 18tego grudnia, który następnego dnia, kiedy wytrzeźwiałem, okazał się biletem na 16tego. I chwilę później poleciałem.

130 dni pięknych dni później byłem z powrotem w domu. Udało mi się po raz trzeci z rzędu uciec przed zimą do Hiszpanii. Wciąż będąc tym samym biedakiem co dawniej.

I nie, nie chodzi o ten banalny i idylliczny obrazek z katalogu biura podróży z palmą i niebem koloru  wiadomego. Ja do hiszpy chcę jeździć bo tak się składa, że sobie odpowiedziałem na pytanie co robić chcę. A chcę jeździć rowerem po górach, bo akurat to sprawia, że czuję, że żyję. Żeby to robić, a nie na to czekać. I już.

I zanim po krótce odpowiem na to pytanie “jak spędzić zimę w hiszpanii zarabiając tyle co nic” dzięki czemu na Twojej twarzy pojawi się uśmiech a w środku głowy myśl “ah no tak!” dzięki której kolejną zimę spędzisz tam, gdzie jej nie ma, opowiem o jednym zjawisku którego masz prawa nie znać.

Otóż kiedy tak sobie tam siedzisz, długo, o wiele dłużej niż wszyscy, powtarza się wciąż ta sama scenka. Ludzie wciąż przyjeżdżają i wyjeżdżają. Wszystkich witasz i przepraszająco się uśmiechasz kiedy żartują z kontrastu koloru ich bladej skóry do Twojej opalenizny. A zaraz potem ich żegnasz i jeszcze bardziej przepraszająco wzruszasz ramionami kiedy mówią jak bardzo Ci zazdroszczą i że też by z chęcią zostali, no ale, wiesz jak jest.

Ano właśnie. I w tym momencie każdy sam sobie odpowiada na to tytułowe pytanie.

Bo tak, mógłbym teraz napisać w punktach jak ja to robię. Jak mi udaje się przebumelować tyle czasu i nie umrzeć z głodu. Bo to super łatwe. Wcale nie chodzi o kasę. To najlepsza wymówka. Ale nietrafiona. Życie w Hiszpanii jest tanie. Potrzeb nie ma wiele bo świeci słońce i wystarczy wyjść robić darmowe rzeczy i jest wszystkim dobrze. Byle mieć jakiś dach nad głową i czasem wrzucić coś do brzucha. Łatwizna. Ale to na nic.  Nie w tym rzecz.

Rzecz w tym, czemu każdy po chwili musi wracać. I każdy dobrze wie czemu. Właśnie w tej chwili, w  której ja muszę wzruszać bezradnie ramionami. Bo wiem, że moje tłumaczenia to zupełnie inny świat i nikt nie ma już czasu na tę rozmowę.
Bo tak się składa, żaden z tych powodów do powrotu, wyliczany przez kolejne osoby mnie nie dotyczy. I ja wracać nie muszę. Bo nie muszę zarabiać wielkich pieniędzy na większy telewizor bo wolę widoki z góry szczytu, na nowe buty i zegarek bo mam gdzieś co inni myślą, na nowy rower bo rywalizacji mi nie trzeba do dobrego samopoczucia. Bo nie muszę zaciągać kredytów na samochody czy mieszkania bo uważam, że bumelanci mają więcej od życia. Bo nie boję się, że stracę pracę bo zapobiegawczo do żadnej się nie zaciągnąłem. Bo staram się nie przejmować się przyszłością tylko wykorzystywać jak najwięcej tego co teraz.
Bo odpowiedziałem sobie na to pytanie, co robić chcę. I zamiast kupować wciąż więcej i więcej, wolę rzeczy robić. Jechać rowerem w góry. A to tak wiele nie kosztuje. I już.

Bo w odróżnieniu od nich, wybrałem to, co nazywam swoją pasją w zamian za rezygnację z dążenia do tego tak zwanego życia na poziomie. To faktycznie całkiem śmieszne. Ale to właśnie o to tu chodzi.

Znam tylko jedną osobę na tym świecie której też udało się uciec od tych wszystkich przymusów materialistycznego stylu życia. Tylko jeden mój znajomy umiał wyłożyć lachę na ten cały ludzki wyścig i wypisać się z tej batalii o świetlaną przyszłość. I był w stanie uciec na całą zimę do Hiszpanii. On dobrze wie w czym rzecz, jemu pisać nic nie muszę.

Ostatecznie sprowadza się to do tego, że chodzi nie o to, co zrobić, żeby móc sobie spędzić tę zimę w Hiszpanii, tego lata w Norwegii, czy gdzie tam nam się spodoba pożyć sobie dłuższy czas na całego.

Ostatecznie chodzi o to, czego nie robić.

A ja przecież cały czas o tym piszę. I to już od dawna.