Wina Quintany

Głupia sprawa. Nikt nie wpadł na to, że Quintana to Indianin wyrwany z rezerwatu, że Quintana nie zrozumie o co chodzi z motorem z czerwoną flagą, w końcu nie miał w rezerwacie przedszkola gdzie nauczyliby go kolorów. Gnany kolumbijskimi demonami poleciał przed siebie, tak jak mu kiedyś wytłumaczyli o co chodzi w tym kolarstwie. Kto pierwszy na mecie wygrywa.

Głupia sprawa. Quintana ma teraz koszulkę lidera i sporą przewagę. Nikt nie jest pewny czy zrobił to fair czy nie. Nawet on sam tego nie wie. Być może sędziowie wykasują mu kawałek przewagi którą zrobił na zjeździe. Może i nie.  Coś tam może jeszcze stracić, oprócz jednego.

Wrogów. Quintana wylądował na czarnej liście kolarskich kibiców. Takie tu już mamy negatywne kibicowanie. Wszyscy potrzebujemy wspólnych wrogów. Coś nie wyszło, zwalmy na kogoś winę! Jak od razu lżej na sercu.

Hm, a co by było gdyby w tym odjeździe znalazł się Majka? Hm, pomyślmy. Zdobyłby Maglia Rosa. Byłby bohaterem. Wszystko inne nie miałoby znaczenia. Nie fair? Ależ skąd! Byłaby tylko czysta radość i ogólna euforia. To łatwe cieszyć się kiedy ktoś wygrywa. Trudniejsze kiedy przegrywa.

Krytyka przychodzi najłatwiej. Tak nas wychowali i taki teraz mamy wspólny schemat myślenia. Dotyczący każdej dziedziny życia. Najgorszy z możliwych.

Jak tak dalej pójdzie to lista wrogów będzie się powiększać przy każdej możliwej okazji. Z kolarstwa zrobi się kolejna dyscyplina z podziałami. Z czarnej listy już się nikt nie wypisze, przecież potrafimy wychwytywać tylko to co negatywne. Co za bagno.

Majka teraz będzie walczył dalej. Nairo będzie się ścigał jak gdyby nigdy nic. Kibice zapomną za tydzień o całej aferze. I przy kolejnej okazji poszukają sobie kolejnych winnych. Aż zbiorą ich wszystkich.

10363905_10203364268883977_430957888778348250_n

© Emily Maye | Jered Gruber