Roadtripowa filozofia wprost

Emil jest Szwedem i ma stronę velonode. Poprosił mnie żebym coś dla niego napisał. O sobie. O Roadtripach. No to napisałem, co miałem nie napisać.

Bez zbędnych ceregieli opisałem to, co tak pokrętnie próbuję Wam przekazać pisząc te wszystkie teksty które przez wielu są kwitowane jako filozoficzne. Może i takie są. Niech tak będzie. Co za różnica.

Opisałem roadtripową filozofię wprost. O tak:

Cześć. Jestem Szymon. Piszę Roadtrippingi. Piszę też bloga. Ale bloga póki co tylko po polsku. Mój angielski jest wciąż słaby. Pewnie dlatego, że rzuciłem studia. Trzy razy. Nigdy specjalnie nie odnajdywałem się w tym co inni określają jako normalne. W każdej dziedzinie życia. Mojej pasji, kolarstwie, również.

Dlatego Roadtripy spadły mi z nieba. Tworzymy je razem z CyclingTips od roku. Wiele przez ten czas się nauczyłem. Zmieniłem się.

Też kiedyś byłem kolarzem. Takim jak wszyscy. Trenowałem i się ścigałem chyba z dziesięć lat. Ale od kiedy tworzę Roadtripy nie wystartowałem już w ani jednym wyścigu. Jeździłem być może i więcej niż kiedykolwiek, możliwe, że byłem mocny jak nigdy dotąd. Ale wyzbyłem się całkowicie potrzeby rywalizacji. W zamian pojawił się ogrom czasu, ogrom możliwości. Odkrywania najwspanialszych szos, podróżowania po świecie, przeżywania przygód. Zamiast gromadzenia pucharów, dyplomów i osiągnięć sportowych, wybrałem doświadczenia, wspomnienia.

Im dłużej pracuję nad Roadtripami, im więcej szczytów zdobywam, tym bardziej utwierdzam się w przekonaniu o tym, o ile więcej jest to warte. Im częściej wpadam we flow który fundują mi podjazdy w ósmej godzinie roadtripa, im częściej wpadam w ten stan bycia tu i teraz, tym bardziej rozumiem co tak naprawdę się liczy w tym co robimy. Przewartościowałem potrzeby płynące z naszej pasji.

To jest absolutnie fascynujące. To coś zupełnie nowego. Robisz dokładnie to wszystko co kochasz w kolarstwie szosowym. Na bok odchodzą jedynie wszystkie ograniczenia które narzuca rywalizacja. To co wmówiła Ci kolarska kultura. Plany treningowe, pomiary mocy, garminy i tak dalej. Robisz co chcesz. Tu i teraz. Bez nakazów i zakazów narzuconych przez trenera czy samego siebie. Bez odkładania niczego na przyszłość. Po tych wszystkich latach ścigania nagle poczułem się wolny. Szczęśliwy.

To takie proste.

Chcę się tym dzielić. Przekazywać to odkrycie, które tak naprawdę wcale nim nie jest, bo mieliśmy to wszystko od dawna, dalej i dalej. Inspirować kolarzy do robienia czegoś więcej. Uwolnienia się z jarzma rywalizacji i wykorzystania tej pasji na całego.

Dla mnie właśnie to jest istotą Roadtrippingów.

fot. Piotr Tryblaski