Przełaj jest super

Wróciłem na dobre do Warszawy. Mój samochód został w Norwegii, a moi kumple nigdzie się już nie wybierają, więc i ja nie mam teraz ku temu sposobności. Wszystko przez to, że, jak się okazało, teraz lubi się przełaj.

No dobrze, skoro tak. Sprawdziłem na własnej skórze w czym rzecz.

Pojeździłem po lesie. Na dojeździe się zniechęciłem i zrozumiałem, że jak ktoś twierdzi, że przełajka może być substytutem szosy, to chyba nigdy dobrze nie pokładł na szosie. Nie może. Ale coś za coś.

Dojechałem do lasu. Tam zaczęła się magia. Przez godzinę nie schodził mi uśmiech z twarzy. Pełen gaz. Szybkie zakręty. Wąskie ścieżki. Non stop akcja. Nie ma nudy. Godzinka w trupa i odhaczone.

Okazało się, że przełaj jest super. Wyborna zabawa.

Z tym, że jadąc ósmą rundkę po parku nieopodal mojego domu w Warszawie pomyślałem sobie o:

DCIM124GOPRO Processed with VSCOcam with hb2 preset

..no i właśnie.

Wróciłem z wojaży. Okazało się, że teraz zamiast jeździć po niesamowitych serpentynach, zamiast okrzyków zachwytu na szczytach i odkrywania nowych szos, mam robić kółka po parku. I mam to lubić. Moi kumple już to polubili.

Przełaj jest super. Gadżetem. Zabawką. Nikomu z nas niepotrzebną. Wiem, że media sprzedały całą ideę zdjęciami Svena Nysa jadącego przez tłum pijanych kibiców gdzieś tam w Belgii. Ale nikt z nas nie jest Svenem Nysem. Jesteśmy amatorami którym po raz kolejny wmówiono coś, co coraz mocniej odciąga od wspaniałości tego świata.

Kolarstwo może być źródłem o wiele większych ekscytacji, o niebo większych zachwytów niż po katowaniu przez godzinę rundy wyznaczonej taśmą policyjną po polu. Wiem o tym z autopsji. Ale przekazuje się nam tylko to, co jest na sprzedaż.

I już mniejsza z tym, że dobry rower przełajowy kosztuje mniej więcej tyle, za ile można spokojnie przeżyć całą zimę w Hiszpanii. Za ile można by wybrać się w wiele pięknych miejsc. A co z tym całym tak zwanym sezonem przełajowym? Kolejne kilkadziesiąt dni odwlekania prawdziwej jazdy, wspaniałych tripów. To dopiero strata.

Jest wciąż tyle gór do odkrycia, tyle przełęczy do pokonania, tyle świata do zobaczenia. Wydajmy jednak wszystkie oszczędności na kolejny rower żeby jeździć nim małe rundki, starając się tylko o to, aby być trochę szybszymi niż nasi kumple. Kiedy my po godzinie wrócimy do domów, ktoś będzie jechał do późnego wieczora roadtripa przeżywając przygodę życia. Smutna perspektywa.

Ale tak, poza tym wszystkim, przełaj jest super. Godzinka w trupa i po sprawie. Ile czasu zostaje na inne pasje. One też na pewno mają jakieś substytuty do odhaczania na szybko. Życie staje się prostsze. Tylko czy o to ostatecznie chodzi? Nie wiem.