Plan treningowy na Giro d’Italia

Nadszedł maj. Razem z nim Giro. Trzy tygodnie pięknego ścigania, widoczków i zachwytów na relacjach w eurosporcie. Tylko jak tu trenować kiedy tyle jest do oglądania? Kiedy trener rozpisuje Ci 8 godzin szybkości metodą ciągłą na królewskim etapie który koniecznie chcesz obejrzeć? Otóż da się to połączyć.

Olej plany od swojego trenera nieczułego na Twoje, jak najbardziej naturalne, potrzeby oglądania relacji. Przestaw sobie plan tak, żeby nie przegapić wyśmienitych momentów, decydujących końcówek i pięknych przełęczy, a z drugiej strony móc solidnie potyrać kiedy peleton przejeżdża przez jakieś nudne pola, a komentatorzy opowiadają o śmiesznych nazwiskach albo urokach Chojnatki.

Z tym planem treningowym można mieć ciastko i zjeść ciastko.

10003956_10151999672888247_1209855388_n

  • Trzy pierwsze etapy: to już przeszłość. nie miałeś planu więc siedziałeś otępiały przed telewizorem oglądając jak biedni zawodowcy mokną na irlandzkiej wyspie. nic nie potrenowałeś, no i dobra, jesteś świeżutki i gotowy do trzytygodniowej tyrki jaką zaraz Ci zafunduję.
  • Pierwszy dzień wolny: kiedy biedni kierowcy zawodowych ekip przeżywają katusze za kółkiem jadąc z Dublina na południe Włoch, Ty znowu leżysz sobie na kanapie i drapiesz się po brzuchu, bo ciągle nie masz planu. Ale to już ostatni taki luźny dzień. Będziesz jeszcze wzdychać na myśl o nim.
  • Etap 4: 114 kilometrowy etap, na którym nic się nie będzie działo przez 113 kilometrów. Idź na 7 godzin tleniku żeby sobie przypomnieć jak się jeździ na rowerze i akurat zdążyć na sam finisz który wygra Kittel. Więc w sumie jak Cię poniesie to możesz kręcić do zmroku. Więc tak zrób.
  • Etap 5: końcówka pod górę, a’la wiosenne klasyki. Pierwszy taki etap. Chłopaki będą napaleni na udowodnienie sobie czegoś nawzajem. Wypada to obejrzeć. Wróć do domu po 3 godzinach, odmul nogę po wczoraj i pościgaj się trochę z tirami na ekspresówce, może akurat będzie Cię gonić policja, to dobre dla Twojej szybkości.
  • Etap 6: znowu finisz pod górę, tylko jedna hopa na do widzenia. Możesz wrócić tylko na nią, pojedź sobie z 5 godzin. Postaraj się zrobić 4k przewyższeń na okolicznej hopce. Z blatochy.
  • Etap 7: taki etap, że niby może dojechać jakaś ucieczka ale raczej wygra sobie Kittel. Nic specjalnie emocjonującego. To będzie już 4 dzień cyklu, ale co tam, no pain no gain. Jedź na 7 godzin. Nie oszczędzaj się, to ostatni dzień tego cyklu. Wrócisz akurat na ostatnią prostą żeby wzruszyć ramionami po łatwym zwycięstwie Marcela.
  • Etap 8: dobrze zawodniku, dzisiaj masz wolne. zasłużyłeś. Dziś jest święto kolarza. Z rana lecisz sobie w swoim odświętnym komplecie, w białej skarpecie na coffeeride, raczysz się aromatem cortado w Morairze, żeby potem wrócić do domu o przyzwoitej porze i od samego początku oglądać pierwszy prawdziwie górski etap Giro d’Italia.
  • Etap 9: spodobało Ci się picie kawy? w porządku, budzi się w Tobie EuroPRO kolarz. dzisiaj znowu masz okazję go w sobie utrwalić. ale zanim dojedziesz do kawiarni, pościgaj się z kolegami kto pierwszy do niej dojedzie, ostatni wszystkim stawia. zawsze trochę szybkości wpadnie. i przyjemniej Ci będzie się potem oglądało kolejny finisz pod górę.
  • Drugi dzień wolny: ale nie dla Ciebie. koniec obijania. nie musisz wracać nawet na ostatni kilometr więc zrób coś na co nie będziesz mieć sposobności w dni ciekawych etapów. trening od świtu do zmroku. ból i cierpienie. czarno białe zdjęcia. może jakieś szutry, jak potniesz opony to nie będzie strachu, że przegapiasz końcówkę etapu.
  • Etap 10: etap z kategorii “co Ci komentatorzy tak chrzanią”. płasko, nudno, Kittel. Popraw sobie po wczoraj. 8h szybkości metodą ciągłą.
  • Etap 11: 250 km, 8km sztajfa i zjazdy na metę. Brzmi smakowicie. Głupio by było coś takiego przegapić. Poleć sobie na 3 godzinki. W trupa.
  • Etap 12: Ważny etap. Nieciekawy do oglądania. Jak lubisz cyferki to może będziesz się emocjonować, ale oglądanie jadących kolarzy jeden po drugim, wpatrzonych w srmy to nie jest znowu taka super zabawa. No, ale biorąc pod uwagę fakt, że dzisiaj może rozegrać się całe Giro, i to, że trochę ostatnio przytyrałeś to możesz sobie dzisiaj uciąć coffeeride. Nie ma co się znowu tak spalać.
  • Etap 13: kolejne wyzwanie dla pary komentatorów, kolejny dzień w którym nie dzieje się nic. Oprócz tego, że wygrywa Kittel. Wczoraj było wolne, dzisiaj nie będzie. 8h siły metodą blatoś pod wiatr.
  • Etap 14: nogi Ci odpadają po wczoraj, na szczęście dobroduszni organizatorzy Giro zrobili dla Ciebie dziś fantastyczny etap. Będziesz oglądał go w całości. Bo jest tego wart. Tylko skocz sobie rano na kawkę, zrób coś z tymi napuchniętymi nogami.
  • Etap 15: dzisiaj znowu się będzie działo. ale tylko na ostatnich 20 kilometrach. ich nie przegap. pojedź tylko na 3 godzinki bez szaleństw, żadnych szutrów, żadnej bomby, masz zdążyć. Końcówka będzie mistrzowa.
  • Trzeci dzień wolny: kiedy wymęczeni kolarze będą się wylegiwać na leżakach pod włoskim słońcem, Ty wstaniesz o 5 rano, wypijesz kawę, zrzucisz na blatoś i do zmroku będziesz lecieć w trupa swój trening mordercę. Czasem trzeba, przykro mi. Jak nie dziś to kiedy?
  • Etap 16: profil etapu zrobiony z rozmachem. po prostu trzy legendarne podjazdy i meta na szczycie. epicki etap. do obejrzenia w całości. akurat sobie odpoczniesz po wczoraj, uprzednio robiąc kawkę ze swoimi kumplami. no chyba, że oni dzisiaj jadą 8h i przegapią ten etap. frajerzy.
  • Etap 17: cisza przed burzą, etap na odświerzenie nogi wszystkich górali którzy przez kolejne dni mają odgrywać swoje role w najwspanialszym spektaklu jaki tylko kolarscy kibice widzieli. może pójdzie odjazd, pewnie wygra Kittel, jak jeszcze będzie jechał. tak czy siak, Ty tego nie oglądaj, po co. Pojedź sobie od świtu do zmroku. Zrób takie epickie przewyższenia i tyle KOMów na Stravę, że nie dasz rady zliczyć kudosów płynących z całego świata. Ogólnie to masz dzisiaj wypruć z siebie flaki, taki masz na dzisiaj rozpisany trening.
  • Etap 18: Giro d’Italia się zaczyna na dobre! Trzy górskie etapy, dzisiaj pierwszy z nich. Na dzień dobry San Pellegrino, finisz pod kolejną legendarną górę. Musisz obejrzeć całość. Z rana skocz sobie tylko lekką nóżką na kawę do swojego lokalnego serwisu rowerowego, zbij piątkę z kumplami i wracaj czym prędzej.
  • Etap 19: Górska czasówka. Niby znowu tak sobie jeżdżą, niby znowu się gapią na monitorki, ale czuć, że coś tu się dzieje bardziej wzniosłego. I jest na co popatrzeć. I rozgrywa się całe Giro. Oglądaj całość. Rano coffeeride, to w końcu Giro, bądź EuroPRO.
  • Etap 20: Trzy przełęcze, meta na Zoncolan i właściwie finał Giro. Punkt kulminacyjny całego trzytygodniowego spektaklu. Tak jest, znowu tylko skoczysz luźną nogą na espresso do swojej ulubionej kawiarni a potem czym prędzej wrócisz będziesz z zapartym tchem oglądać jak Rafał Majka rozwala konkurencję na łopatki.
  • Etap 21: etap przyjaźni. płasko, różowo, finisz z grupy. komentatorzy się pocą, Ty tego nie słuchasz, jedziesz przepalić nogę przed zbliżającymi się startami i nadchodzącymi spektakularnymi zwycięstwami.

To wszystko. Teraz nie pozostaje Ci nic innego jak wygrać jakiegoś lokalnego ogóriona. Nawet nie muszę Ci życzyć specjalnie powodzenia, bo wiem, że świetnie Cię przygotowałem, mój drogi zawodniku.

© Giro d’Italia