Nie mówmy ludziom jak mają żyć

Przez jakiś czas mieszkała z nami w Calpe Agnieszka. Agnieszka robiła czasem dwa wymyślne treningi dziennie co, delikatnie rzecz ujmując, dziwiło mieszkających z nami prosów, a czasem robiła nam pyszne naleśniki, którymi wszyscy zajadali się ze smaczkiem.

Kiedyś poszliśmy z Agnieszką i całą ekipą do portu. Popijając muszkatel paplaliśmy o niczym. Spędzając moment bliski ideału gadaliśmy o planach na lato. I tego typu bzdurach. Jestem właśnie tym niewygodnym typem który zamiast grzecznie wyrazić swoją opinię czy jednak szytki 23 czy 25 milimetrów, to rzuca to denerwujące pytanie
– jakie to ma do cholery dla nas znaczenie?
zamiast podzielić się swoimi planami na koniec sierpnia, to rzuci coś na temat tu i teraz.
Głębokie westchnienia towarzystwa.

To nie było pierwszy raz. Tak już mam. Agnieszka nie wytrzymała i mi odparowała:
– czy Ty Szymon musisz ludziom mówić jak mają żyć?
Ha. Dobre pytanie. Szczególnie z ust kogoś kto w pewnym sensie właśnie się tym zajmuje.

– hej Szymon, tutaj masz ten aparat, sorry za ten bałagan ale w tej siatce jest wszystko, o tu jakaś uprzęż, hmm nie wiem jak ją się zakłada, nieważne, he he, jakoś sobie poradzisz, tu się go włącza, jakoś go rozgryziesz, zrobisz parę zdjęć, filmik jakiś, napiszesz recenzję, tylko wiesz, pozytywną rzecz jasna, a my ci zapłacimy te dwa tysiące, ok?
Tak poznałem Agnieszkę. Kiedyś tam. W biurze jej agencji PR. Dostałem od niej aparat i misję zrobienia jego “testu” podczas pracy nad Roadtrippingiem Tirol. Apart okazał się do niczego, a ja wolałem skupić się na jeździe w Alpach, niż na pracy o łatwą kasę za wciskanie moim czytelnikom czegoś czego wcale nie potrzebują.

Widzisz już w czym rzecz?

Nie mów ludziom ja mają żyć. Mów im co mają kupować. Mów im czego mają pożądać i o czym marzyć. O! tak już jest w porządku.

Filozofia versus reklama. Wybieramy reklamę. Mniej lub bardziej świadomie. Bardziej mniej. I to właśnie trafia do nas przez wszelakie media. Tworząc normy. Kulturę. Utrwalaną z czasem coraz mocniej i mocniej.

Myślisz, że media, takie jak na przykład ten blog, jak gazety które kupujesz, jak reklamy tu i tam nie ma ją na Ciebie wpływu? To jak myślisz, dlaczego Agnieszka chciała mi zapłacić dwa tysie za zakłamany tekst? Dlaczego reklama na jedną stronę w gazecie kosztuje kilka tysi? Hmm..

Które każdy dołączający do społeczności dostaje na start. Agnieszka dostała je kilka lat temu. Ja kilkanaście. I tylko kilka osób raz na jakiś czas ma czelność je podważyć. Od razu w starciu z utrwalonymi normami dostaje metkę wariata, filozofa. Niech ginie. Przecież to nieprzyjemne, po co psuć sobie te wygodne iluzje.

Szkoda czasu na zastanowienia, jeszcze można by zrozumieć, że to, do czego dąży Agnieszka, o czym marzy i czego pożąda, zostało już wcześniej odpowiednio spreparowane przez ludzi jej pokroju.

What goes around comes around.

Jesteśmy sumą naszych doświadczeń i tego co wpłynęło na nasze myślenie. Kto myśli, że zupełnie sam decyduje za to, kim jest, jest arogantem i głupcem. Tak samo z drugiej strony mamy wpływ na innych, i od naszego sumienia zależy jaki on będzie.

To bardzo proste. Nie mówmy ludziom jak mają żyć. Ale jak już możemy się nachapać to pewnie. W końcu chcemy zarobić, na chleb, piwo i większy telewizor i szybszy samochód. O tak. Ignorancja to siła. Niech będzie tak jak jest, jest super. Dla nas.

Tylko jak Ci się wydaje, co jest na końcu tabelek tych typków od reklamy i marketingu? Twoja wolność? Twoje szczęście? Hmm..