Lepsza lepszość

Znowu mnie to dopadło. Byłem parę dni temu na rowerze, przejechałem sobie ponad dwieście kilometrów przez andaluzyjskie góry i teraz z racji licho skonstruowanego ciała muszę kilka dni sobie odpocząć.

I znowu mam dużo czasu. Więc znowu planuję. Znowu próbuję sobie ogarnąć życie.

A może tak odstawię rower na chwilę, i tak już się w końcu najeździłem i trochę sobie popracuję. Wrócę do Polski zrobić to prawko którego nie mogę zrobić od już nie wiem ilu lat. Zaciągnę się do fabryki łososia za kołem podbiegunowym i zarobię na lustrzankę żeby zostać fotografem i zaczać prowadzić życie pełne sukcesów.

Pół roku temu w Norwegii też mnie to dopadało, rok temu w hiszpie, dwa lata temu w Warszawie. Raz po raz mnie to dopada. Wewnętrzny głos nawołujący do wydorośnięcia. Otwieram notes i zapisuję sobie w punktach misje których odhaczenie ma mnie przybliżyć do bycia lepszym człowiekiem i osiągania osiągnięć.
Misje które mają mnie przybliżyć do lepszej lepszości traktuję markerem, jakby miało to dodać im priorytetowości i sprawić, że odhaczę je szybciej. Niczego to nie zmienia.

A potem patrzę za okno, widzę góry, słońce a potem siebie siedzącego przed monitorem. Więc wychodzę na dwór, jeździć, chodzić, czytać, nic nie robić. Robić coś sercu miłego i zaraz zapomnieć o całej ogarce. Jutro poogarniam. Szkoda marnować dnia. I tak już od dobrych paru lat.

Może nauczę się montować filmy. Ziomki z blurmedia z którymi ostatnio coś ukręciłem jak widać wiodą dzięki temu całkiem klawy żywot. Albo wyjadę na 50 lat do ameryki to sobię kupię willę pod Calpe. Też jest to jakiś pomysł. Mam długą listę rzeczy które bym wyprodukował i dodał do mojego sklepiku, może pocisnę w końcu ten temat?

Póki co idę na balkon sobie poleżeć na słońcu. Poczytać książkę. Nagrać tajmlapsa z sunsetu.

Od czterech lat nie mogę przez to zrobić prawa jazdy. Nie naprawiłem zębów popsutych przez kolarstwo. Nie rozhulałem wciąż mojego wspaniałego sklepiku online. Cholera. Ogarnij się Szymon.

Mógłbym mieć lepszy rower. Mógłbym być lepiej odziany. Mógłbym jeździć w jeszcze bardziej ciekawym miejscu. W ciekawszym towarzystwie. Mogłoby być o wiele lepiej. 

Lepsza lepszość! Odwleczona w czasie. Poświęconym na dążenie do niej poprzez wyrzeczenia i gorszą lepszość przez nie wiadomo jaki czas.

No ale nic to.

Dotarłem do punktu w którym zrozumiałem, że to całe górnolotne ogarnianie to pułapka. Pułapka która przynosi dokładnie odwrotny efekt od zamierzonego.

Im bardziej ogarniałem i planowałem tym gorzej mi się wiodło. Kiedy daję się ponieść temu co niesie, cholera wie czemu, to jakoś to wszystko sie układa i dzieją się ciekawe rzeczy.

To chyba włanie to o czym piszą Ci wszyscy mistrzowie zen którzy pożarli tony psychodelików i przeczytali całe bilbioteki innych mędrców.

Odwlekam tę ogarkę już dobre kilka lat. Jakimś cudem nie umarłem z głodu. Wręcz przeciwnie. Nakarmiłem duszę jak należy. Pewnie poodwlekam kolejne kilka. I pewnie też nic specjalnego się nie stanie.

Tak więc może poprzeciągam to już tak zupełnie do końca. W sumie niedużo mi już zostało. Taki mam teraz plan.

Wyciągnąłem swoją lekcję. Wystarczy tylko popuścić wodze, to wszystko. Niech żyje bumelanctwo.