Anegdotka o śmierci

Jest taka anegdotka o sytuacji która na anegdotki nie nadaje się w ogóle. Zima, Calpe, miasteczko obiega informacja o śmierci Marka Galińskiego. I przykładowy zawodnik czyta sobie o tym. Popada w zadumę, albo i nie. I co robi? To co większość użytkowników internetu. Zręcznie wykorzystuje skróty klawiszowe ctrl+c oraz ctrl+v, aby udostępnić na swojej tablicy odpowiedni artykuł. Następnie wpisuje kwadratowy nawias z gwiazdką w środku, aby odpowiednio oddać honor Markowi. I cześć, rozliczony. Kolejnego dnia wychodzi sobie na trening jak gdyby nigdy nic. W góry. Na głowę, pełną refleksji o ulotności istnienia, zamiast kasku narzuca jedynie garść żelu. Nie przelicza na zjeździe, w konsekwencji przestrzela zakręt i swoją własną głową wymierza cios betonowemu murkowi.  Koniec anegdotki.

I wiesz co? Wszyscy robimy tak samo. Odhaczamy tę całą procedurę zadumy, ze zniczami, wzdychaniem i tym wszystkim co wypada a czego nie, a potem co? Hajda w dół, bez kasku. Czy to chodzi o powrót do znienawidzonej pracy, czy idiotyczne studia które wybrali nam rodzice, czy odpalenie kolejnego odcinku serialu albo spacerek po galerii handlowej. Tyle analizy z tej zadumy. Nas to nie dotyczy. Nieśmiertelność jest super.

Problem w tym, że jest wręcz odwrotnie. I dobrze. Bo tak naprawdę super to jest właśnie śmiertelność. Nic lepiej nie motywuje do działania, nigdy bardziej nie docenisz chwili obecnej, niż po uświadomieniu sobie, że jutro równie dobrze możesz wyzionąć ducha. Chyba, że Twój plan zakładający rozpoczęcie życia po skończeniu tych studiów, zrobienia tej kariery, spłaceniu tego kredytu po kupieniu wszystkiego i dokończeniu tego planu treningowego, takiego scenariusza nie zakłada. Będę trzymał za Ciebie kciuki.

Processed with VSCOcam with g3 preset